Sobota, 12 września 2026
Imieniny: Maria, Gwidon, Radzimir
Turystyka Materiał Partnera

Mendoza - miasto oaza u stóp Andów i droga na dach Ameryki

Pierwsze, co słyszysz w Mendozie, to woda. Płynie rynsztokami wzdłuż każdego chodnika, głośno, szybko, w otwartych betonowych korytach głębokich na pół metra. Nad nią stoją platany tak gęste, że w południe ulica jest w cieniu. A potem docierasz do skrzyżowania, patrzysz na zachód i widzisz, dlaczego to wszystko tu jest: na horyzoncie stoi ściana Andów, biała u góry przez cały rok. Zabiorę cię najpierw po tym mieście, a potem drogą, która wchodzi prosto w tamte góry.
Mendoza - miasto oaza u stóp Andów i droga na dach Ameryki

Mendoza - las posadzony na pustyni

Mendoza leży na wysokości około siedmiuset pięćdziesięciu metrów, w klimacie półpustynnym, gdzie spada jakieś dwieście milimetrów deszczu rocznie. To mniej niż w Egipcie w rejonie delty. Mimo to miasto jest zielone od krawężnika do krawężnika, bo stoi na sztucznym systemie nawadniania starszym niż sama Hiszpania w Ameryce.

Kanały nazywają się acequias i wykopał je lud Huarpe, prawdopodobnie z pomocą Inków. Odprowadzili wodę z rzeki Mendoza tak sprawnie, że przybyli konkwistadorzy wzięli boczny kanał za koryto rzeki. Hiszpanie rozbudowali sieć, a każda kolejna epoka dokładała odnogi. Dziś woda z topniejącego śniegu płynie pod każdą ulicą i to ona utrzymuje przy życiu dziesiątki tysięcy drzew. Uważaj przy przechodzeniu: koryta są odsłonięte i nikt ich nie zabezpiecza. Skręcona kostka to tutaj klasyczna pamiątka z wakacji.

Miasto zaprojektowane po trzęsieniu ziemi

20 marca 1861 roku, wieczorem, wstrząs o magnitudzie około 7,2 zrównał kolonialną Mendozę z ziemią. Szacunki ofiar wahają się od sześciu do dwunastu tysięcy przy kilkunastotysięcznej ludności. Miasta nie odbudowano w starym miejscu ani w starym kształcie. Nowe założono kawałek dalej na zachód, według planu, który miał jedno zadanie: żeby następnym razem było gdzie uciec.

Stąd nietypowo szerokie aleje i pięć placów rozłożonych jak piątka na kostce. W środku Plaza Independencia, a wokół niej, po przekątnych, cztery mniejsze: Chile, San Martín, Italia i España. Ten ostatni jest wyłożony kolorowymi ceramicznymi płytkami, ze ścianą przedstawiającą dzieje miasta. Przejście od placu do placu zajmuje kwadrans i jest to najlepszy możliwy spacer po centrum.

Park, Francuz i pierwsze pszczoły

Zachodnią granicę miasta zajmuje Parque General San Martín, założony w 1896 roku jako Park Zachodni. Zaprojektował go Carlos Thays, urodzony w Paryżu architekt krajobrazu, który zaprojektował też połowę zieleni Buenos Aires. Park miał być płucem miasta, ale też zaporą przeciw spływom błotnym z gór i przestrzenią ucieczki na wypadek kolejnego wstrząsu. Wjeżdża się przez monumentalną bramę z żeliwa odlanego w Szkocji, zwieńczoną kondorem.

Kilkadziesiąt lat wcześniej ten sam teren był poletkiem doświadczalnym. 17 kwietnia 1853 roku powstała tu Quinta Normal, pierwsza w kraju szkoła rolnicza, a na jej czele stanął Michel Aimé Pouget, francuski agronom urodzony w Tours, który po zamachu stanu Napoleona III wyemigrował najpierw do Chile, a potem do Argentyny. Wśród sadzonek, które przywiózł, była odmiana uprawiana od wieków w okolicach Cahors i nazywana tam côt, a znana dziś jako malbec. We Francji szczep grał wtedy drugie skrzypce - w bordeaux dodawano go tylko jako domieszkę do kupaży - i dopiero na tutejszym słońcu, tysiąc metrów nad poziomem morza, pokazał pełnię możliwości. Pierwsze krzewy posadzono dokładnie tam, gdzie dziś rosną drzewa parku, i to ich rzędy nadały później całej równinie na zachód od miasta geometryczny, kreskowany rysunek. Pouget przy okazji sprowadził do Mendozy pierwsze pszczoły miodne, w 1855 roku, ze swojego chilijskiego etapu.

Ruta 7 - droga przez Andy do granicy z Chile

Z Mendozy w góry prowadzi jedna droga i idzie prosto na dach kontynentu. Krajowa siódemka wspina się od zapory Potrerillos przez Uspallatę, gdzie przedgórze ustępuje miejsca głównemu łańcuchowi. Warto się tam zatrzymać przy Las Bóvedas, kopulastych piecach z suszonej cegły, w których wyrabiano wyposażenie dla armii przekraczającej Andy w 1817 roku.

Dalej dolina się zwęża. Mija się rdzewiejące mosty nieczynnej kolei transandyjskiej, kamienne casuchas del Rey, dawne schrony dla pocztowych posłańców na królewskim trakcie, i stację narciarską Los Penitentes. Na wysokości dwóch tysięcy siedmiuset dwudziestu metrów leży Puente del Inca: naturalny most skalny nad rzeką Las Cuevas, oblany osadami z gorących źródeł na kolor musztardy i rdzy. Obok stoją ruiny uzdrowiska i mały cmentarz himalaistów.

Kilka kilometrów dalej zaczyna się Park Prowincjonalny Aconcagua. Do punktu widokowego dojedziesz samochodem, a stamtąd łatwa ścieżka prowadzi nad Lagunę de Horcones, skąd widać cały masyw. Aconcagua ma 6961 metrów i jest najwyższym szczytem poza Azją. Droga kończy się w Las Cuevas na wysokości około trzech tysięcy dwustu metrów; stąd szutrowy serpentynowy odcinek wyprowadza na przełęcz La Cumbre, 3832 metry, gdzie od 1904 roku stoi posąg Chrystusa Odkupiciela, postawiony na pamiątkę pokojowego rozstrzygnięcia sporu granicznego z Chile.

Kuchnia - asado, empanady i oliwa

Kuchnia Mendozy jest mięsna i cierpliwa. Asado to nie grillowanie, tylko kilkugodzinny rytuał przy żarze, a empanadas mendocinas, pieczone w piecu i nadziewane siekaną wołowiną z oliwkami i jajkiem, sprzedaje tu praktycznie każda piekarnia. Zimą pojawia się locro, gęsta zupa z kukurydzy, dyni i fasoli. Warto też zajrzeć do tłoczni oliwy w sąsiednim Maipú - drzewa oliwne sadzono tu równolegle z resztą upraw i region produkuje oliwę od ponad stu lat. W Maipú zejdziesz też do zabytkowych piwnic z przełomu wieków; nie są to podziemne miasta na miarę mołdawskiej Cricovy, gdzie tunele ciągną się kilometrami, ale chłód i zapach starego betonu robią podobne wrażenie.

Kiedy jechać i na co uważać

Najlepsze miesiące to od października do kwietnia. Zimą przełęcz graniczna bywa zamykana na kilka dni z powodu śniegu i po obu stronach ustawiają się kolumny ciężarówek.

Trzy ostrzeżenia. Po pierwsze, zonda: suchy, gorący wiatr spadający ze zboczy Andów, który w kilka godzin podnosi temperaturę o kilkanaście stopni, zasypuje miasto pyłem i skutecznie odbiera ochotę na cokolwiek. Po drugie, wysokość - na przełęczy jesteś prawie cztery kilometry nad poziomem morza, więc nie planuj tam biegania i pij dużo wody. Po trzecie, słońce: powietrze jest tak przejrzyste, że spalisz się w godzinę nawet przy chłodzie.

Na koniec

Kiedy wrócisz z gór i znów usłyszysz szum wody w rynsztoku pod platanami, przypomnij sobie, skąd ona płynie. To ten sam śnieg, który widziałeś rano na grani nad Puente del Inca. Mendoza istnieje tylko dlatego, że ktoś tysiąc lat temu wpadł na pomysł, żeby ten śnieg poprowadzić rowem aż tutaj. Trudno o miasto, które równie uczciwie przyznaje się do swojej góry.

Udostępnij:
Ten materiał powstał we współpracy z partnerem. Treść reklamowa.